Najbardziej kultowe krzesła z PRL i jak je dziś zdobyć?

Komplet zniszczonych foteli po dziadku czy druciane krzesła w starej altanie to jeszcze do niedawna był kłopot dla nowego właściciela. Dziś wielu fanów designu z przyjemnością odziedziczyłoby stare, PRL-owskie krzesła, które okazują się być ponadczasowe i niezwykle funkcjonalne. Jakie są najbardziej kultowe modele i skąd je wziąć?

Czasy przedwojenne w Polsce to pierwsze przymiarki do projektowania mebli na masową skalę, ale to dopiero lata PRL przyniosły w tej dziedzinie prawdziwy rozkwit. Czasy niedoboru materiałów i licznych ograniczeń paradoksalnie stanowiły podglebie dla niezwykłej płodności artystycznej twórców, motywowanych zamówieniami na dziesiątki tysięcy mebli do stołówek czy ośrodków wczasowych.

Brak dzisiejszego, kapitalistycznego tempa pracy przekładał się na wielomiesięczny proces twórczy i możliwość przeprowadzania eksperymentów, na które często dziś nie ma już warunków. Jakie powstałe w czasie PRL krzesła przetrwały próbę czasu?

Powrót krzesła-patyczaka

Każdy ma swoje wspomnienia związane z jednym z wariantów słynnego krzesła-patyczaka. Potoczna nazwa ma związek ze szczebelkami z drewna, które są charakterystycznym elementem składowym tego modelu. Na podobne można trafić w sklepach ze skandynawskim designem. Nie oznacza to, że Szwedzi zainspirowali się znanym polskim modelem. Było odwrotnie – najpierw powstało krzesło Lilla Aland, a następnie w fabryce Fameg w Radomsku powstał model pod typową dla tamtej epoki, mało obrazową nazwą A-5910. Później pojawiło się jeszcze kilka podobnych modeli. Wszystko to sprawia, że do dziś łatwo można dostać takie krzesło jak z PRL – ale już niekoniecznie z epoki.

Jak zestarzały się krzesła ze sklejki?

Tapicerowane krzesło-muszelka Teresy Kruszewskiej z lat 50. i inne modele krzeseł ze sklejki zdominowały na kilkadziesiąt lat polskie domy. Ciężkie fotele obrotowe i podatne na zniszczenia, lekkie krzesła ze sklejki – po latach PRL wiele osób miało ich dosyć. Szczególnie, że wyjątkowo długo utrzymały się w szkołach, więc pokoleniu dzisiejszych 30-latków nadal kojarzą się z siniakami spowodowanymi zderzeniem z ich metalową ramą. Niektóre modele powstawały wyłącznie na potrzeby określonych zakładów, jak np. fotele lekarskie z Żywieckiej Fabryki Sprzętu Szpitalnego, które dopiero od niedawna można kupić sobie do domu. Na krzesło Daniel-1 z 1985 roku najłatwiej dziś trafić na śmietniku. Fani gatunku odnawiają i sprzedają dalej takie meble.

PRL-owskie krzesła wykonane z drutu

Przez lata straszyły na tarasach dawnych kawiarni, dziś po renowacji trafiają do ogródków modnych klubów. Tak zwane siatkowe krzesło zaprojektował w 1968 roku Henryk Sztaba na zlecenie PSS Społem. Stąd „kawiarniane” skojarzenie – mebel rzeczywiście przez lata stał w restauracjach, barach i stołówkach, po dekadach często już strasząc zszarzałą bielą z plamami rdzy i stanem ogólnego zużycia.

Nic dziwnego, że na pewien czas mebel wypadł z łask. Gdy pokolenie młodych projektantów przypomniało sobie o nim, pojawiły się liczne próby naśladownictwa. Nie wszystkie miały proporcje i wdzięk kultowego modelu, dlatego w 2018 roku do akcji wkroczył wnuk Henryka Sztaby, który postanowił raz jeszcze skierować do produkcji słynny model. PRL-owskie, siatkowe krzesło, dziś można kupić w wersji pastelowej, a nawet złotej.

Jak dziś spisują się krzesełka dziecięce z PRL?

Dziś trendy wśród dziecięcych krzeseł wyznacza IKEA z modelem Mammut, ale kiedyś „rządziły” inne drewniane mebelki. W przeciwieństwie do projektantów mebli dla dorosłych, ich twórcy często byli anonimowi, a o tych stołkach i siedziskach rzadko piszą magazyny wnętrzarskie.

Krzesełka dziecięce z PRL można dzięki temu wciąż za kilkadziesiąt złotych kupić w internecie w stanie od wymagającego gruntownej renowacji po zadowalający. Najambitniejsi zamawiają u stolarzy wykonanie od podstaw słynnego czerwonego krzesełka do karmienia z podstawką na stopy i wysokimi barierkami. Nadal da się też trafić na dziecięce taborety i foteliki z tej epoki.

Najbardziej nietypowe modele krzeseł z PRL

Łącznie do produkcji w czasie PRL trafiło co najmniej 100 różnego rodzaju krzeseł i foteli. Często ciekawy model stojący u babci czy w piwnicy udaje się rozpoznać tylko dzięki naklejce fabrycznej umieszczonej u dołu. Wśród takich interesujących mebli warto wymienić np. zydel Franciszka Aplewicza ze Spółdzielni Pracy Architektury Wnętrz ŁAD. Nawiązuje formą do wiejskich, a może i góralskich mebli domowych. Można się pomylić i wziąć go za oryginalny, przedwojenny model. Lata 70. były czasem, gdy powstawało wiele podobnych rzeczy, jak np. inny taboret z Czerskiej Fabryki Mebli.

Na przeciwnym biegunie jest wyrób (jak mówi o produkcji z tamtego okresu autorka książek o latach 90. Olga Drenda) Edmunda Homa z lat 60. XX wieku. Fotel GFM-120 wygląda, jak mebel przeniesiony z epoki art-deco dzięki płynnej formie i szlachetnemu wykończeniu ze skóry. Wtedy ten piękny mebel trafiał tylko do wybranych. Dziś jeszcze trudniej go dostać, bo dobrze zachowanych foteli jest już niewiele.